O produktach Beco Pets dowiedziałam się już kilka lat temu, zwróciły na mnie szczególną uwagę, ze względu na to, że są w stu procentach naturalne - stworzone z naturalnej gumy oraz włókien łusek ryżu. Co za tym idzie - wolne od toksyn. Firma ma naprawdę bogaty asortyment, począwszy od zatyczek na puszki, skończywszy na karmie. Oczywiście na karmę raczej nie zdecydowałabym się, bo zwyczajnie skład nie jest powalający pod względem zawartości mięsa. A jak wszyscy wiedzą, mięsko Di uwielbia najbardziej pod słońcem - zaraz po suchym chlebku ;).
Kolory.
Piłka występuje w trzech wariantach kolorystycznych (niebieski, różowy, zielony), ja wybrałam ten jeden, słuszny kolor, który idealnie pasuje do mojej małej dziewczynki ;). Myślę, że każdy wśród tych trzech kolorów znajdzie coś, co najbardziej mu odpowiada.
Rozmiary.
Rozmiary są cztery - 5cm, 6,5cm, 7,5cm oraz 8,5cm. Nasze piłki są zazwyczaj w wielkości
standardowej, czyli 6,5cm, aczkolwiek w tym wypadku pozwoliłam sobie na rozmiar większy, czyli L. Piłka jest na tyle elastyczna, że Di jest w stanie ją wziąć do pyska i zgnieść bez problemu.
Zastosowanie.
Piłka u nas ma głównie trzy zastosowania - jako piłka do zabawy, jako zabawka na żarcie oraz piła do samodzielnego, wieczornego memłania. Co do memłania miałam sceptyczne nastawienie, bo wydaje się bardzo delikatna. Nic bardziej mylnego - po kiełkach nie został ani jeden ślad, a Di szczególnie upodobała sobie dziurkę, do której wrzuca się smaksy. I o dziwo - piłka dalej istnieje! Dejzi uwagę przykuwa też super gwiżdżący dźwięk, podczas lotu. Piłkę jest jest łatwiej znaleźć, gdy wpada w trawę, po prostu zmierza po dźwięku.
Czyszczenie.
Czyszczenie jest nadzwyczaj bardzo łatwe, wystarczy wsadzić ją pod bieżącą wodę i voila, wygląda jak nowa! Gdy piłka po pieskowych wojażach zostanie na noc bez czyszczenia, to po prostu trzeba użyć szczoteczki. Oto cała filozofia!
Cena.
Ceny różnią się w zależności od sklepu. Oczywiście im większy rozmiar, tym droższa zabawka - od 19zł za rozmiar S, do nawet 60zł za rozmiar XL.
Podsumowanie.
W ogóle nie żałuję, że kupiłam tą piłkę. Di zostawiła swoją ukochaną planetkę i codziennie, namiętnie memła beco ball. Jak pisałam wyżej, ma ona dla nas naprawdę wiele zastosowań, począwszy od dozownika na karmę, skończywszy na samodzielnym żuciu. Jest naprawdę warta swojej ceny i wiem, że gdy się zużyje (a stanie się to nie prędko!), kupię identyczną. Mało tego! Piłka ma przyjemny zapach wanilii. Zdaję sobie sprawę, że ten zapach z czasem będzie coraz mniej intensywny, ale nie traktuję tego przy produkcie, jako rzecz niezbędną.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz