sobota, 19 października 2019

Recenzja gryzaków z sera himalajskiego - ROGY


Na gryzaki z sera himalajskiego natchnęłam się już jakiś czas temu, ale nigdy nie było okazji do kupna, bo zwyczajnie w sklepach, w których zwykle zamawiałam - nie było ich. Aż nagle stało się to, że potrzebowałam koniecznie (jak zawsze! ;)) coś zamówić i okazało się, że akurat są dostępne. Oczywiście po zakupie nie mogłam się powstrzymać i Di od razu dostała swój memłacz wieczorny, dlatego nie miałam nawet okazji zrobić zdjęcia, a stwierdziłam, że warto byłoby, aby recenzja tych gryzaków pojawiła się na blogu, bo są naprawdę godne uwagi.
Ostatnio będąc na Pupilove dorwałam ten gryzak na stoisku Lata Kita i postanowiłam zrobić mu kilka zdjęć i napisać recenzję. Muszę przyznać, że zbierałam się do niej naprawdę długo, ze względu, że coś ciągle mi wypadało - a to złe światło do zdjęć, a to pogoda kiepska, jak to bywa na jesień, a to spacer, ale bez aparatu. Już bałam się, że i ta paczka nie doczeka swoich zdjęć i recenzji, ale byłam naprawdę twarda, dlatego zapraszam do czytania lektury, w której dzielę się swoim zdaniem (i Di!) nt. tych bardzo ciekawych gryzaków.

Czym jest gryzak z sera himalajskiego?
Według producenta: Jest to ser produkowany według himalajskiej receptury. Robi się go jedynie z 2 składników. Odtłuszczonego mleka i soku z limonki. Powstały ser jest prasowany przez kilka dni, a następnie suszony w specjalnych warunkach przez ponad miesiąc. Podczas tego procesu nabiera swojej niezwykłej twardości. Gotowy produkt nie zawiera laktozy dlatego nie oddziałuje niekorzystnie na układ pokarmowy psa. Jako jeden z niewielu gryzaków nie zawiera żadnej chemii ani konserwantów a na dodatek przy jego produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę. Bardzo ważnym atutem jest to, że nie posiada absolutnie żadnego brzydkiego zapachu. Mimo to psy go uwielbiają. Konsumpcja gryzaka może zająć psu od godziny do nawet kilkunastu dni. Ser churpi pod wpływem śliny psa staje się delikatnie gumowy i wtedy to może on skubać jego kawałki. Dzięki tej właściwości bardzo dobrze sprawdza się jako przekąska dentystyczna.

Pierwsze wrażenie.
Zawsze dużą uwagę przywiązuję do tego, jak wygląda opakowanie, a akurat te - jest bardzo proste, przejrzyste, można wyczytać wszystkie ważne informacje nt. produktu oraz miło, że w większości składa się z papieru (dla ekozjebek, takich, jak ja - jest to ważne!). Dzięki folijce na przodzie - można zobaczyć jak wyglądają. Z tyłu opakowania dokładnie jest opisane wszystko, co właściciel powinien wiedzieć - skład, kaloryczność, kiedy nie należy podawać produktu.

Ser, to nabiał.
Jak powszechnie wiadomo - psy nabiału nie trawią  (szlag mnie trafia, jak widzę pseudo-barfowe miski z twarogiem bądź kefirem albo jak ktoś kotkom podaje mleczko, bo naoglądali się Kota Filemona). Di jest psem ze stalowym żołądkiem i jest w stanie zjeść wszystko (co nie oznacza, że wszystko jej daję!) i wykupać ładne, twarde dowody, dlatego z takimi smakołykami nie popadam w skrajność. Fajne to urozmaicenie od wszelakich śmierdzących skór, uszu, wymion, czy warg.


Struktura oraz czas gryzienia. 
Struktura sera jest gładka, sam gryzak jest naprawdę bardzo twardy (nie jestem w stanie go złamać), aczkolwiek kruszy się podczas gryzienia, ale! przy psach nie gryzących, a memłających - pod wpływem śliny lekko się zmiękcza i pies jest w stanie odrywać małe, miękkie kawałeczki.
Zawsze wszystkie gryzaki dozuję (długie skóry, czy duże nosy wołowe), w innym przypadku musiałabym nie dawać jedzenia 11kilogramowej Di (zawsze odliczam smaksy zużyte podczas dnia od dziennych porcji), dlatego pozwalam jej zgryzać do połowy, bądź 1/3. Średni czas obrządzania takiej połówki przez Dejzi, to ok 30minut.

Smak.
Myślę, że smak jest kwestią bardzo indywidualną, czytałam opinię, że nie każdy pies chciał podjąć się gryzienia. Z brakiem apetytu Di ostatnio nie mam w ogólnie problemu, dlatego zjada to, co jej podam, a akurat churpi obgryza bardzo zawzięcie, czyli widać, że jej smakuje. I teraz mała tajemnica, która wraz z tą notką przestaje być już tajemnicą - owszem, sama też próbowałam (oczywiście nie gryzłam, bo pewnie nie miałabym już zębów) i muszę powiedzieć, że ma naprawdę bardzo przyjemny, mleczny posmak.


Cena oraz gramatura.
Cenę churpi uważam za przystępną, biorąc pod uwagę fakt, że Di nie dostaje takich gryzaków często i myślę, że sama produkcja ich jest sama w sobie dość skomplikowana. My mamy rozmiar S, czyli dwa gryzaki po ok 33g, kosztują one 29,9zł. Występują one również w rozmiarze M, czyli 66g i cena taka sama, jak za S oraz w rozmiarze L, 100g - 39,9zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz